poniedziałek, 27 lipca 2009

02.07.2009 DESANT

02.07.2009 był w Baku dniem szczególnym. Zaraz po wylądowaniu minęliśmy na płycie lotniska starego Tupolewa w biało czerwonych barwach – okazało się, że razem z nami do miasta przyleciał nasz malutki Prezydent. Na tą okazję centrum przystrojono w taką ilość biało czerwonych tekstyliów, że trudno było oprzeć się wrażeniu, iż wcale nie wyjechaliśmy z domu. Słowem – miękkie lądowanie. No, może z wyjątkiem zaginionego bagażu Agaty. Od trzech tygodni solidnie wytężamy wyobraźnię zastanawiając się gdzie też on mógł się podziać. Opcja I (optymistyczna): utknął w Frankfurcie. Opcja II (mniej optymistyczna): po międzylądowaniu w Baku pochłonęły go piaski Aszkabatu. Tak czy owak, nie ustajemy w modlitwach. Czekamy dnia, w którym pracownicy niemieckich linii lotniczych zaspokoją naszą ciekawość.

Już przy odprawie paszportowej przekonaliśmy się, że Azerbejdżan to kraj nieograniczonych możliwości. Kiedy tylko wyszliśmy z samolotu podszedł do nas pan w ogrodniczkach z logo serwisu lotniska i zapytał: Agata? Michał? Otrzymawszy odpowiedź twierdzącą zaniósł nasze paszporty do celnika, dzięki czemu mogliśmy zaoszczędzić czas i bez kolejki „przejść” odprawę paszportową tylnym wyjściem. Niestety po drugiej stronie czekała tylko połowa bagażu i Pani z Lufthansy, przyjmująca reklamacje. Opuściliśmy terminal z jednym plecakiem. Bywa i tak.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz